„Jakoś to będzie”, czyli o organizowaniu przedsięwzięć cz. I


Jak podchodzisz do nowych zadań i przedsięwzięć?
Z ekscytacją i zapałem do działania? A może z lekkim niepokojem, z ostrożnością, analizując każdy krok zanim go wykonasz?

Każdy z nas kiedyś coś zaczynał — uczył się chodzić, mówić, prowadzić samochód, realizować pierwszy projekt. Ile razy coś nie wyszło? Ile razy pomyślałeś/-aś: „to chyba jednak nie dla mnie”? A ile razy poczułeś/-aś satysfakcję, że się udało — choćby po kilku próbach?

Optymistyczny działacz czy niepewny analityk?

W miarę zdobywania nowych doświadczeń i umiejętności, pojawia się coś ciekawego — rośnie nasza pewność siebie, ale też świadomość tego, jak wiele jeszcze nie wiemy.
Z jednej strony to, co już umiemy, pomaga w pracy, w relacjach, w realizacji celów.
Z drugiej — pojawiają się pytania:

Czy to, co wiem, naprawdę wystarcza?
Czy jest coś, co przeoczyłem/-am?
Czy to, co robię, ma sens?

Przyznaję, że sama długo byłam z tych „ostrożnych analityków” — takich, którzy długo rozważają, zanim ruszą z miejsca. I choć to podejście pomaga unikać błędów, to czasem… potrafi zablokować.
Z kolei ci, którzy ruszają z entuzjazmem, często w połowie drogi orientują się, że czegoś nie przemyśleli, czegoś im brakuje, albo po prostu się przeliczyli.

Wtedy pojawia się pytanie: jak znaleźć balans pomiędzy nadmierną analizą a zbytnią impulsywnością?

Krzywa bólu

Moim ulubionym wykresem, który ma zastosowanie do wielu zawodowych (i życiowych) sytuacji jest krzywa bólu. Uważam tak, ponieważ pięknie obrazuje podejście dotyczące przygotowania się do projektu.

(Obrazek pochodzi ze strony: https://www.wnp.pl/wiadomosci/mozliwosci-projektowego-zarzadzania-pracami-poszukiwawczymi-w-gornictwie-naftowym,-5808.html)

Krzywa B – „jakoś to będzie”

To sytuacja, gdy działamy bez planu, koncepcji czy analizy zasobów. Początkowo wszystko wydaje się proste, wręcz ekscytujące.
Ale z każdym krokiem pojawia się coraz więcej trudności, aż w końcu zaczynamy tracić czas, pieniądze i energię.

Krzywa A – „zróbmy to z głową”

Tutaj start jest trudniejszy. Wymaga analizy, przygotowania i cierpliwości.
Ale w dłuższej perspektywie ból jest mniejszy, bo wiemy, czego nam potrzeba i co nas może czekać.

Dobre przygotowanie pozwala szybciej podjąć decyzję — czy w ogóle chcemy się tego przedsięwzięcia podjąć, czy potrzebujemy wsparcia, albo czy trzeba ograniczyć zakres, czas lub budżet.
To oszczędność nie tylko zasobów, ale też nerwów.

Bo ostatecznie to, co dobrze zaplanowane, boli mniej.


Jak sobie pomóc?

Z doświadczenia wiem, że pomaga kilka prostych zasad:

1. Zdefiniuj cel

Cel powinien być mierzalny i realny, np. „Za rok chcę awansować na stanowisko starszego specjalisty”.

2. Rozbij przedsięwzięcie na etapy

Jeśli to projekt indywidualny, podziel go na fazy:
co robię w etapie I, II, III… jakie zadania muszę wykonać, z kim się skonsultować, czego się nauczyć.
Każda faza powinna kończyć się małym, osiągalnym celem.

3. W projektach zespołowych – przypisz odpowiedzialności

Przy jednorazowych przedsięwzięciach (np. organizacja integracji zespołu) świetnie sprawdza się tablica z zadaniami — kto, za co i do kiedy.
W dłuższych procesach z kolei polecam model RACI:

  • R – Responsible: osoba wykonująca zadanie,
  • A – Accountable: osoba odpowiedzialna za to, że zadanie w ogóle zostanie wykonane,
  • C – Consulted: ekspert lub doradca w danym temacie,
  • I – Informed: osoba, którą trzeba informować o postępach.

Ten model wielokrotnie pomógł mi uporządkować współpracę w zespole i zapobiec chaosowi informacyjnemu.


Na zakończenie

Bez względu na to, czy jesteś bardziej entuzjastą działania, czy ostrożnym analitykiem — zatrzymaj się na chwilę i zastanów:
jaki masz schemat podejścia do nowych przedsięwzięć? Co Ci pomaga, a co przeszkadza?

Może odkryjesz, że czasem wystarczy odrobina planu, żeby „jakoś to będzie” zmieniło się w „jestem przygotowany/a”.
W drugiej części tego wpisu opowiem o czymś, co często decyduje o sukcesie lub porażce projektu — rozproszonej odpowiedzialności. Bo nawet najlepiej zaplanowane przedsięwzięcie nie ma szans powodzenia, jeśli nikt nie czuje się za nie odpowiedzialny. 😉